Aktualności

06.07.2017 - 20:20 Autor: Jacek Gorny

Wojtek i Zdenek

 Tym razem nie będę opisywał tej wyprawy...  Zrobi to za mnie jeden z klientów... Wojtek tak opisał tą czterodniową wyprawę: 

 Wiedziałem, że będzie to coś wyjątkowego. Nie spodziewałem się jednak, że będzie to aż tak wyjątkowe i że organizacja tej wyprawy przerośnie moje, i tak już wygórowane, oczekiwania.

Po pierwsze, duże wrażenie robi sama destynacja. Irlandzkie jeziora oferują możliwości połowu technikami trollingowymi (czego np. nie ma w szwedzkich szkierach), jak i tradycyjnym spinningiem. Po drugie, bogactwo ichtiofauny - w każdej chwili można tam bowiem liczyć na branie metrowego szczupaka, ale i 90 centymetrowego feroxa. Po trzecie, gościnność i otwartość gospodarzy oraz ich sąsiadów - w odróżnieniu do skandynawskiej ascezy, tu nie ma problemu, żeby po całodziennej wyprawie na jeziorze odwiedzić pub i przy kilku szklankach spędzić czas w miłym towarzystwie. Po czwarte, baza hotelowa zapewniająca wszystko, co niezbędne, od wygodnych pokoi po wyborną kuchnię. Oczywiście, samodzielnie przygotowana kolacja ma swój urok, niemniej gotowanie, jak i związana z tym logistyka, zabiera czas i siły, które można przeznaczyć na to, po co przyjechaliśmy, czyli całodzienne łowienie. Dla porządku warto wspomnieć, że jest sporo eleganckich hoteli, gdzie przemoczony wędkarz w kaloszach nie będzie mile widziany, ale te współpracujące z fishingireland.pl  w Irlandii do nich nie należą. Właściciele sami odbierali nasze mokre kombinezony żeby suszyć je na zapleczu, a codziennie rano nasze ubrania, grzecznie złożone w kostkę, czekały na nas w recepcji.

Nie można też pominąć tego, co najważniejsze – profesjonalna opieka wykwalifikowanego przewodnika. Jest nim Jacek Gorny, który od prawie dekady spędza rocznie 250 dni na łodzi. Pozostałe dni dzieli między rodzinę i… łowienie pstrągów, łososi i starty w zawodach wędkarskich. Dokładając do tego karierę zawodniczą sprzed wyjazdu do Irlandii, mamy do dyspozycji skumulowane doświadczenie z tysięcy (!) dni spędzonych nad wodą. Oprócz szerokiej wiedzy, nasz przewodnik miał także szereg innych zalet – jest to człowiek niezwykle skrupulatny i punktualny, potrafiący wsłuchać się w oczekiwania i potrzeby klientów, a także… serwujący doskonałe posiłki na łodzi, takie jak np. rosół z kaczki, czy domowe gołąbki z cukinią, smażone w trakcie łowienia (!) steki. O części wędkarskiej można by się rozpisywać godzinami, dość powiedzieć, że na irlandzkim jeziorze można skorzystać nie tylko z tamtejszych walorów, ale też dowiedzieć się jak łowić bolenie w Odrze, jazie w krakowskiej Wiśle czy pstrągi w Kwisie. Dla zainteresowanych podpowiadam, iż Jacek jest członkiem Irlandzkiej Kadry Narodowej w łowieniu pstrągów na spinning. Jeżeli kogoś to interesuje – naprawdę warto zagaić ten temat. Co do samego łowienia – trolling martwą rybką czy tricki w prowadzeniu jerków – jest się od kogo uczyć. Warto podkreślić, że tym, którzy chcą się uczyć Jacek bardzo chętnie przekazuje przydatne wskazówki – można się szybko dowiedzieć, co powinniśmy poprawić, a czego bezwzględnie unikać. Podsumowując, w kilka dni złowiliśmy kilkanaście pięknych ryb, kilka nam uciekło (olbrzymi ferrox ułamał kotwicę, ogromne szczupaczysko zawróciło 5 cm przed jerkiem…), nauczyliśmy się także wielu nowych rzeczy. Jedyny problem jest taki, że irlandzkie dniówki są krótkie, ale to jak wiadomo jest sprawką Anglików …"

Pozdrawiam serdecznie,
Wojtek

 

 

Miło czyta się takie słowa :-) Włożyliśmy bardzo dużo pracy w to aby nasi Klienci czuli się w ten sposób. Dbamy o wszystko tak, aby  wyprawa na długo została w Waszej pamięci. 

 

 

Ok, teraz kilka fotek...

Do góry