Aktualności

28.06.2016 - 12:43 Autor: Jacek Gorny

TRZY TYGODNIE, TRZY GATUNKI, TRZY KRAJE

18 maja wybrałem się w trzytygodniową podróż wędkarską.  Celem była Rumunia, Słowacja i Niemcy. Gatunki, które miałem poławiać to kolejno: Szczupaki, pstrągi, sandacze. W Rumuni i na Słowacji brałem udział w zawodach wędkarskich.

 Na początku chciałbym podziękować wszystkim sponsorom, którzy pomogli w realizacji tego wyjazdu: 

 - duohook.ie

http://www.firmadragon.pl/ 

https://www.facebook.com/coarseangling/?fref=ts&pnref=story

http://www.vassrainwear.co.uk/waders-fishing-waterproofs-fishing-waterproofs-c-37_72.html

https://www.facebook.com/coarseangling/?fref=ts 

Wyjazd był bardzo fajny. Spotkałem starych znajomych, poznałem nowych i przede wszystkim kolejny raz nauczyłem się bardzo wiele. Przez cały ten okres towarzyszył mi nasz przewodnik na wodach niemieckich - Grzegorz Zarębski. Bardzo pomógł całej drużynie na Słowacji za co cały team bardzo mu dziękuje!

Ok, teraz zaczniemy od Rumuni:

W dniach 20.05-23.05.2016 wraz z Grzegorzem Zarębskim wybrałem się na zawody Word Cup Pike Challenge. Terenem rywalizacji były rozlewiska Dunaju w Rumuni. Zawody odbywały się na prywatnym terenie delty zwanym Holbina Trei Bibani. Zjechały się dwu osobowe ekipy z całego świata. Były drużyny z Litwy, Rumuni, Polski, Irlandii, Węgier, Stanów Zjednoczonych, Czech, Francji, Niemiec i kilku innych krajów. 

Do zawodów mogliśmy przygotować się tylko teoretycznie. Nie mieliśmy czasu na wcześniejszy trening. Dużo informacji uzyskaliśmy od Piotra Piskorskiego, który brał udział w tych zawodach rok wcześniej. 

Wiedzieliśmy, że woda jest płytka i bardzo porośnięta. Teren zawodów to 28 jeziorek połączonych wąskimi kanałami. Wszędzie jest płytko, maksymalnie 2 m głębokości. 

Już przed wyjazdem skompletowaliśmy odpowiedni sprzęt. Podstawa były wędziska do metody jerkowej. Słyszeliśmy, że ryby w delcie są bardzo silne, więc postawiliśmy na sprawdzone w boju wędziska X-Treme Pike 42. To wędzisko o szybkiej akcji i dość głębokim ugięciu podczas holu sporego szczupaka. Te cechy są bardzo ważne w czasie walki z rybą pomiędzy roślinnością podwodną, której rzeczywiście było bardzo dużo. Kijek spisywał się rewelacyjnie. Pozwalał bezproblemowo wyholować zaciekle walczące ryby i miał jeszcze jeden dodatkowy plus... Chodzi o sztywność blanku podczas prowadzenia przynęty. Często kotwiczki zaczepiały o ziele i miększym kijem nie byliśmy w stanie strącić go mocnym zacięciem. X-Treme radził sobie z tym świetnie i dzięki temu nie mieliśmy dużo, straconych rzutów. Wędkę uzbroiliśmy również w sprawdzone modele kołowrotków. Tu wybór jest dla mnie oczywisty: Fishmaker TI model 1035. Ten kołowrotek jest na moich łodziach w Irlandii od trzech sezonów i wiem, że mnie nie zawiedzie więc pojechał również do Rumunii. Atuty tego kręciołka to przede wszystkim bezawaryjność, ale warto wspomnieć o świetnym, płynnym hamulcu i idealnym systemie nawoju plecionki, co bardzo pomaga w długich i celnych rzutach. Na kołowrotki nawinęliśmy doskonałą plecionkę o nazwie HM 8X Forte w kolorze szarym produkowaną w Japoni dla firmy Dragon.  Korzystaliśmy z dwóch średnic: 0.20mm do gum i 0.22mm do jerków. Linka idealnie okrągła w przekroju , miękka w dotyku i całkowicie nie rozciągliwa, co powoduje, że wędkuje się nią bardzo przyjemnie i w zestawie z wyżej wspomnianym kołowrotkiem nie odnotowaliśmy żadnych splątań, nawet podczas rzutów pod wiatr. 

Od Piotra dowiedzieliśmy się, że woda jest tam bardzo czysta więc używaliśmy przyponów fluorocarbonowych CLASSIC o wytrzymałości 25kg i długości 40cm. Spisały się doskonale i nie zawiodły nas ani razu. 

Jeśli chodzi o przynęty to z oferty firmy Dragon wybraliśmy pewniaki na płytką wodę w postaci gum. Najlepiej spisały się Phantom Pro i Fatty Pro oba o długości 12,5cm. Zbroiliśmy je w lekkie główki jigowe. Tu nie ma dla mnie nic lepszego na rynku wędkarskim od modelu V-Point Speed. Używam tych główek od kilku sezonów na szczupakach i sandaczach i nie zamienię ich na żadne inne, bo nie mają żadnych wad! Pokazują to zwłaszcza na trudnych, kamienistych łowiskach w których główki innych firm tępią się przy pierwszym, mocniejszym kontaktem z kamieniami. Główki V-Point nie mają tej wady, a ich ostrość "fabryczna" jest rewelacyjna. Zabraliśmy również ze sobą świetnie sprawdzające się systemiki firmy Dragon do zbrojenia dużych ripperów. Są one pozbawione obciążenia i dzięki temu dają się łatwo prowadzić tuż nad roślinnością podwodną nawet w bardzo płytkich miejscach. Duży ripper zachowuje się na nich bardzo kusząco, leniwie chwiejąc się z boku na bok co doceniają zwłaszcza duże szczupaki. Twarde przynęty to oczywiście firma Salmo. Kilka kolorów Slidera 10 i 12 cm plus 10cm Fatso Crank podparte Sweeperem 14cm pozwalały dopasować się nam do niemal każdych miejsc. Kolorystyka przynęt bardzo różna. Działały zarówno przygaszone, naturalne kolory, jak i barwy jaśniejsze, takie jak żółć i pomarańcz. 

Wracając do zawodów...

Jak wspomniałem nie mogliśmy trenować wcześniej na tym łowisku więc jedyny test przed zawodami naszych zestawów zrobiliśmy tuż przed domkami w których byliśmy zakwaterowani. Łowiło tam już kilka ekip więc spodziewaliśmy się marnych efektów... Ku naszemu i wędkujących tam konkurencyjnych drużyn zaskoczeniu już w pierwszych rzutach zacięliśmy dwa szczupaki. Jeden skusił się na Slidera 10cm w kolorze okonia, a drugi na Phantoma Pro. Oba podobnej wielkości (około 70cm). Niestety jedna z ryb spadła podczas holu. W kolejnych minutach mieliśmy jeszcze kilka brań i wyholowanych ryb więc byliśmy pewni, że sprzętowo dopasowaliśmy się poprawnie.

Kolejnego dnia była pierwsza, 12 godzinna tura. Należało w niej złowić 10 szczupaków powyżej 60cm. w następnym dnu łowiliśmy już tylko 6 godzin i zaliczane było 5 szczupaków. Łączny wynik 15 ryb będzie brany pod uwagę w wyłonienu zwycięskiego teamu. Początkowo wszystko wyglądało dobrze. Pierwsze miejsce i łowimy kilka ryb w tym dwie wymiarowe. Następnie zaczynamy zmieniać miejsca i sprawdzamy po kolei wytypowane wcześniej na mapie łowiska. Z informacji od Piotra wiemy, że ryb jest dużo, tylko problemem jest znalezienie miejsca z tymi większymi. Nasza taktyka jest prosta. Łowimy Sliderem, Fatso Crankiem i gumami Phantom Pro + Fatty Pro na 7 gramowej główce. Przemieszczamy się szybko i jeśli trafiamy na ryby zostajemy tam dłużej. Tak postępując mamy szansę na zlokalizowanie miejsc z większą rybą. Wiemy, że miejscowe drużyny od razu udadzą się na znane sobie, pewne miejscówki. My niestety musimy liczyć na szczęście. Ryb faktycznie jest sporo, ale niestety większość tych, które łapiemy jest poniżej wymiaru... Ostatecznie kończymy dzień tylko z 4 wymiarowymi rybami. To bardzo słaby wynik... Pozbawia on nas szans walki o dobre miejsce... Kolejnego dnia trafiamy na fragment wody gdzie ryby są nieco większe. Szybko łowimy trzy wymiarowe ryby i kilka niezłych nam spada. Niestety wychodzi słońce i większe szczupaki przestają żerować. Łowimy kolejne, krótkie ryby i spinamy naprawdę dużego szczupaka... Pech! Tura się kończy. Mamy słabe humory... Liczyliśmy na dobry wynik. Analizujemy co się stało. Sprzęt nie zawiódł. Spisywał się świetnie. Przynęty kusiły ryby bardzo dobrze. Łowiliśmy w obu dniach podobną liczbę ryb jak zwycięzcy zawodnicy. Niestety nasze były w większości niewymiarowe, a ich w przedziale 70-85cm. 

Tak naprawdę, to jedyne czego brakło, to troszkę więcej szczęścia w zlokalizowaniu łowiska z większymi szczupakami. Niestety 1300 hektarów płytkiej, porośniętej wody, znajdującej się na 28 jeziorkach to bardzo duży obszar i bez wcześniejszej znajomości łowiska nie jest łatwo... Tylko szczęście lub znajomość wody pozwalała namierzyć odpowiednie miejsce. Szczupaki były niemal wszędzie, ale tylko nieliczne miejscówki dawały większe, wymiarowe ryby. Generalnie nie różniły się one niczym szczególnym od innych w których stały tylko małe szczupaki. Jeśli znajdowaliśmy ryby, to łowiliśmy je bez większych problemów. Niestety traciliśmy czas na poszukiwanie nowych łowisk, co w przypadku miejscowych teamów rumuńskich nie miało miejsca. Oni poruszali się po łowisku od mety, do mety i łowili tylko w tych w których były wymiarowe ryby. W ten sposób większość pierwszych miejsc zostało obsadzone przez gospodarzy. Tylko Francuzi uplasowali się na trzecim miejscu. Reszta drużyn zagranicznych musiała pocieszać się przepięknymi widokami jakie gwarantowało to wspaniałe miejsce. Być może jeszcze tam wrócimy, ale tylko w przypadku zorganizowania przez organizatora oficjalnego treningu dzień przed zawodami. W innym wypadku rywalizacja nie do końca jest sprawiedliwa z znającymi teren jak własną kieszeń rumuńskimi ekipami.

Prosto z Rumuni udałem się na Mistrzostwa Świata w łowieniu z brzegu. To specyficzne zawody. Polegają one na łowieniu niewielkich, wpuszczonych dzień wcześniej do rzeki pstrągów w ośmiu, 45 minutowych turkach. Jak widzicie czas jest mocno ograniczony więc wykorzystanie każdej sekundy jest bardzo ważne. 

Brałem już udział w takich mistrzostwach dwukrotnie i w obu niestety nie udało mi się zaliczyć wszystkich turek z rybą. Nie jest to łatwe ponieważ osiem tur jest podzielonych na dwa dni, czyli po cztery w każdym, a ryby są wpuszczane tylko 2 razy (wieczorem poprzedzającym rywalizację) W praktyce oznacza to, że pstrągi są stosunkowo łatwe do złowienia w pierwszej i drugiej turze natomiast trzecia i czwarta, to już duży problem... Zwłaszcza drugiego dnia większość zawodników ma problem z zaliczeniem ostatniej tury. Ryby są łowione i wypuszczane wiec z minuty na minutę stają się coraz ostrożniejsze. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że należy używać bezzadziorowych haków, co powoduje sporą liczbę spadów. Generalnie największym problemem tych zawodów jest ograniczenie ich niemal do zera.

Aby to uzyskać należy zadbać o wszystkie elementy zestawu. Od wędki do haczyka. 

Choć w mojej pracy nie zajmuję się łowieniem tak małych ryb, to chcąc mieć szansę walki o dobre miejsce musiałem poświęcić czas w którym mógłbym łowić kolejne, metrowe szczupaki, czy duże pstrągi na czas w którym zajmowałem się łowieniem pstrążków w rozmiarze 25-35cm. Tylko tak mogłem dobrać sprzęt, który później na mistrzostwach będzie dawał mi realne szanse. Poprzedni sezon stał pod znakiem treningów nad niewielkimi rzekami. Znalazłem takie, w których jest spora populacja pstrągów w interesującym mnie rozmiarze i powoli dobierałem poszczególne elementy zestawu.

Treningi przyniosły efekt w postaci zwycięstwa w eliminacjach do drużyny, która będzie reprezentowała Irlandię na wspomnianych mistrzostwach Świata które w sezonie 2016 odbywały się na rzece Poprad w miejscowości Swit. Samo łowisko wyglądało średnio ciekawie. Płytka, dość szybka rzeka z częstymi, usypanymi ludzką ręką kaskadami... Jak to często bywa na tej imprezie było kilka świetnych stanowisk, w których ryba się grupowała i takie, na których ciężko było wycisnąć cokolwiek. Na tych zawodach obowiązuje system w którym losowane są wyjścia na sektor. Komputer losuje kolejność w której wypuszczani są zawodnicy (co 30 sekund) Stanowisk w sektorze jest zawsze dwukrotnie więcej niż zawodników. Nie trudno się domyśleć, że wychodząc jako jeden z ostatnich ma się małe szanse na zajęcie dobrego stanowiska. Dużo więc zależy od losowania. Moje było dość słabe... Ani razu nie wychodziłem jako 1,2 czy 3. Raz wyszedłem jako 4, i kilka razy w okolicy końca stawki... Mimo to postanowiłem walczyć o jak najlepszą pozycję. Celem było przede wszystkim zaliczenie wszystkich turek z rybami. Liczyłem też, że kilka z nich uda mi się zaliczyć z bardzo dobrym wynikiem.

W poprzednim sezonie dobrałem sobie odpowiedni sprzęt podczas treningów. Taki sam sprzęt skompletowałem na mistrzostwa. Ryby łowiłem zarówno żyłką jak i plecionką. Wszystko zależało od miejsca. Jeśli nurt był szybki, używałem żyłki HM69 0.14mm Dawała mi ona dodatkową amortyzację podczas holu i dzięki temu więcej ryb trafiało do podbieraka. Rzuca się nią bardzo celnie, co ma bardzo duże znaczenie na małych rzeczkach. Na wolniakach stosowałem plecionkę. Tu bezapelacyjnym numerem jeden jest Nano Clare 8 o średnicy 0.06mm, do której dowiązywałem przypon z fluorocarbonu INVISIBLE o grubości w przedziale 0.12mm-016mm. Wszystko zależało od wielkości ryb które zastałem na łowisku. Jeśli chodzi o przynęty, to w tym roku postawiłem na małe twistery... Generalnie nikt nimi nie łowi na tych mistrzostwach. Wszyscy skupili się na imitacjach robaków, obrotówkach i woblerach. Ja głównie ograniczyłem swój sprzęt do małych twisterów Jumper  o długości 2,5cm i 3,5 zbrojonych w główki X-Fine i Micro o gramaturach 0.8-4 gramy, które nawet z zgniecionym zadziorem dobrze trzymały zaciętą rybę. Ciężar w płytkich miejscach dobierałem tak abym mógł prowadzić przynętę wolniutkim "wachlarzem" w pół wody. Jeśli miałem okazje łowić w głębszym stanowisku, to zwiększałem ciężar główki tak, aby opukiwać dno lekkim opadem. Kolorystykę ograniczyłem do: perłowy, seledyn, herbata, żółty i czarny. Barwę zmieniałem co kilka rzutów. W łowisku były pstrągi tęczowe i potokowe. Te pierwsze preferowały kolory jasne, zwłaszcza perłowy. Potokowce natomiast najlepiej reagowały na czarny i herbaciany kolor. Uzupełnieniem gumek były woblery mojej produkcji. Jeśli łowiłem wobkiem, to używałem najmniejszych agrafek Spinn Lock. Kolejny raz nieocenione usługi oddał mi Chestpack, który pozwala w szybki sposób dostać się do wyselekcjonowanych przynęt i wszelkich potrzebnych akcesoriów. 

Choć losowanie miałem słabe, udało mi się złowić pstrągi w każdej z tur. W najgorzej miałem dwie ryby. W jednej byłem drugi w innych brakowało po 1-2 rybek do zrobienia dobrego wyniku. Ostatecznie uplasowałem się na 33 pozycji, co niestety nie jest tym co oczekiwałem. Do zawodów byłem przygotowany dobrze. Miałem inną strategię od pozostałych zawodników. Kolejny raz nie widziałem nikogo łowiącego "zwykłym" twisterem. Wielokrotnie wchodziłem na stanowisko dopiero co zwolnione przez innego zawodnika i wyciągałem po nim ryby, co dowodzi, że pomysł się sprawdzał. Drugie miejsce w sektorze zająłem wychodząc na turę jako czwarty. Udało mi się stanąć w jednym z lepszych miejsc i to wykorzystać. Złowiłem 7 ryb i przegrałem tylko z wicemistrzem świata, który miał ich w tej tuce 8 i stał w stanowisku, które zajęte dawało gwarancje zrobienia "jedynki" sektorowej. Myślę, że z lepszymi wyjściami zrobiłbym naprawdę dobry wynik, ale i tak jestem zadowolony. Nauczyłem się bardzo dużo i mimo, że rywalizuję na tych zawodach z zawodnikami, którzy często poświęcają grubo ponad 100 dni w roku na doskonalenie swoich umiejętności w tym specyficznym łowieniu, gdy ja mam czas może na 7-12 dni treningu to czuję, że jestem w stanie już niebawem dojść do zbliżonego poziomu. Wystarczy trenować, trenować i jeszcze raz trenować... W tym sezonie postanowiłem spędzić dużo więcej czasu nad rzeczkami i wierzę, że już za rok będą widoczne rezultaty.

Tym czasem serdeczne gratulacje należą się zwycięzcą tych zawodów. Oczywiście pierwsze dwa miejsca indywidualne zajęli reprezentanci Słowacji, którzy obecnie są absolutnymi faworytami w tej dziedzinie i to nie tylko na swoich wodach. Drużynowo również pierwsze miejsce należało do Słowaków, którzy wyprzedzili Włochów i Ukrainę.

Ostatni tydzień mojego wyjazdu, to sandacze... Było super! Ryby w tym roku poustawiały się na zupełnie nowych miejscówkach. Trzeba było się napracować aby je znaleźć. Później dobór odpowiedniej przynęty i metody prowadzenia. Przygotowałem trzy zestawy: Pierwszy był do "wysokiego podbicia". Czyli wędka Dragon Black Hunter do 35g i długości 2,90cm. Łowię tym wędziskiem w czasie, kiedy ryby stoją dość wysoko nad dnem i tradycyjne poderwanie przynęty jest mało skuteczne. Grześ Zarębski z powodzeniem używa innego wędziska do tej metody. Jest nim Dragon HM 69 Pike. Drugi do gum 10-15cm na główkach 10-28g. Tu idealnie sprawdziła się wędka, która choć w nazwie ma również "Pike", to jest także sandaczówką idealną. Chodzi o patyk X-Treme Pike 42. Wszyscy łowcy sandaczy powinni przyjrzeć się temu kijaszkowi. Ma niesamowity zapas mocy, który pozwolił na siłowy hol przypadkowo podczepionej tołpygi, która mimo swojej wagi (myślę, że około 35-40kg) skapitulowała już po kilku minutach. Dodam, że tę walkę wykorzystałem do maksymalnego sprawdzenia wędki i nie dałem kijaszkowi nawet chwili wytchnienia. Pracował cały czas na maksymalnym ugięciu i pokazał jaka moc jest w nim ukryta. Jednocześnie wędka jest lekka i bardzo czuła. Ostatni zestaw, to HM-X Warrior,. normalnie łowię nim jerkami 10-12cm - Tym razem był to świetny kij do ciężkich kogutów - spisał się wzorowo! Jeśli chodzi o kołowrotki, to niezawodne maszynki Fishmaker II i TI w największym rozmiarze. Używam tych kręciołków od 3 sezonów i mimo początkowych obaw o ich wytrzymałość jestem mile zaskoczony. Mam ich kilka i wszystkie pracują do dziś bez zarzutów. Co do przynęt, to tradycyjnie dużo ryb złowiłem Lunatikiem. W momentach słabszej aktywności sięgałem po gumy do metody drop shot, które uzbrajałem w tradycyjną główkę jigową (moim zdaniem nr 1 na rynku, czyli Dragon V-Point Speed) Nieźle sprawdził się też gumy o nazwie Jerki na lekkiej, 10 gramowej główce. Cały ten sprzęt spowodował, że złowiliśmy ponad 60 sandaczy w rozmiarach 60-80cm. Kilka większych straciliśmy podczas holu. Jako przyłów trafiały się szczupaki, których też złowiliśmy równie dużo. Był mały sumek i wspomniana, przypadkowa tołpyga...

Jak widzicie do połowu sandaczy można z powodzeniem używać tych samych zestawów co na szczupaki. Jest to bardzo wygodne na wodach gdzie występują oba gatunki. Zaoszczędzi nam to miejsca w łodzi, lub bagażu, jeśli wybieracie się gdzieś dalej.

Przez cały ten czas towarzyszyły mi okulary firmy WILEY X model GRAVITY. Przeszły testy w każdych warunkach. Od pochmurnych dni, po bardzo słoneczne. Używałem ich do łowienia w płytkich i czystych wodach Rumuni, gdzie trzeba było wyłuskiwać szczupaki z pomiędzy zielska i każde zaczepienie o nie było jednoznaczne ze spłoszeniem ryb. Gravity bardzo ułatwiały zaobserwowanie ścieżek pomiędzy łodygami i w rezultacie pozwoliły złowić mi więcej ryb! Na Słowacji spisały się rewelacyjnie! Wiele ryb najpierw wypatrzyłem, a później sprowokowałem do brania. Nawet w bardzo słonecznym, drugim dniu zawodów widziałem wszystko bardzo dokładnie. Tuż po Mistrzostwach Świata pojechałem na sandacze do Niemiec. Tam okulary również pokazały swoją wyższość nad innymi, które używałem do tej pory. Przez lata bardzo intensywnego łowienia moje oczy stały się bardzo wrażliwe na światło słoneczne. W dni ostrego słońca potrafiły mi łzawić nawet jeśli miałem okulary polaryzacyjne. Ten dość irytujący problem przeminął po zmianie okularów na Wiley X Gravity! Pewne jest jedno... Nie zamienię ich na żadne inne! 

 Na koniec chciałbym podziękować wszystkim sponsorom, którzy pomogli w realizacji tego wyjazdu

 

 

Do góry